Czy dojrzałość zaczyna się od matury?
Czy wy też czasem wracacie myślami do swojej matury? Ja wracam i uśmiecham się do tej dziewczyny, którą wtedy byłam — przejętej, pełnej nadziei, a jednocześnie niepewnej tego, co czeka ją po szkole. Dziś patrzę na tamten egzamin z większą czułością, bo wiem, jak bardzo potrafimy się bać rzeczy, które po latach stają się po prostu częścią naszej historii.

Kiedy wspominam swoją maturę, myślę przede wszystkim o napięciu towarzyszącym końcowi szkoły. Człowiek chciał już mieć wszystko za sobą, ale najchętniej dostałby jeszcze trochę czasu na przygotowanie. Zawsze można było coś powtórzyć, coś doczytać, upewnić się, że żadna ważna wiadomość nie umknęła. W głowie mieszały się szkolne obowiązki i pytania o przyszłość. Co będę robiła dalej? Czy poradzę sobie poza dobrze znanym światem lekcji i nauczycieli? Dzisiaj mam ochotę powiedzieć tamtej młodej sobie: spokojnie, nie musisz jeszcze znać wszystkich odpowiedzi.

Matura miała też swoją szczególną otoczkę. Nawet zwyczajne rozmowy nabierały powagi, gdy padało pytanie o przygotowania. Każdy potrafił dorzucić dobrą radę, choć od rad wiedza niekoniecznie przybywała, a spokoju bywało jeszcze mniej. Najłatwiej oczywiście było powiedzieć: nie denerwuj się. Tylko jak to zrobić, kiedy człowiekowi tak bardzo zależy? Z dzisiejszej perspektywy rozczula mnie ta nasza wiara, że jeden egzamin może rozstrzygnąć niemal wszystko. Wtedy jednak trudno było zachować dystans. Byłam młoda i chciałam udowodnić również samej sobie, że potrafię sprostać temu wyzwaniu.

W tych wspomnieniach jest również pożegnanie ze szkołą. Matura zamykała pewien okres, chociaż skupiona na egzaminach nie musiałam od razu rozumieć, ile się zmienia. Kończył się czas, w którym plan dnia wyznaczały lekcje, a znajome twarze były czymś oczywistym. Przed nami otwierały się różne drogi i coraz trudniej było mówić o przyszłości wspólnym "my". Dopiero po latach dostrzega się wartość takich codziennych spotkań. Chętnie wróciłabym na chwilę do tamtej atmosfery, choć już bez konieczności zdawania czegokolwiek. Sama możliwość spojrzenia na nas wszystkich jeszcze raz byłaby wystarczająca.
Dziś wiem, że nazwa "egzamin dojrzałości" składa młodemu człowiekowi dość odważną obietnicę. Przecież dojrzałość nie przychodzi razem z ostatnią odpowiedzią ani z odebraniem świadectwa. Uczyłam się jej później, podejmując decyzje, myląc się i próbując ponownie. Mimo to moja matura pozostała ważnym wspomnieniem: przypomina mi, ile emocji mieściło się kiedyś w słowie "przyszłość". Nie chciałabym oceniać tamtej dziewczyny dzisiejszą miarą. Wolałabym ją przytulić i powiedzieć, że jeszcze nieraz będzie się bała, ale nieraz też zaskoczy samą siebie. A wy, kiedy wspominacie swoją maturę, pamiętacie bardziej egzamin czy siebie z tamtych lat?
Marlena Kowalczyk-Martin
