Pierwszy dzień w szkole podstawowej

2026-10-05

Są wspomnienia, które wracają wraz z zapachem nowych zeszytów i widokiem dzieci idących do szkoły. Mój pierwszy dzień w podstawówce pamiętam jako mieszaninę ciekawości, dumy i strachu, choć szczegóły przez lata trochę się zatarły. A Wy pamiętacie ten dzień?

Najwyraźniej pamiętam dłoń mamy. Ściskałam ją mocno przed wejściem do szkoły, chociaż jeszcze w domu zapewniałam, że jestem już duża i poradzę sobie sama. Miałam białą bluzkę, ciemną spódniczkę i tornister, który wydawał mi się niemal tak wielki jak ja. Wokół wszyscy czegoś szukali: swojej klasy, znajomej twarzy albo choćby miejsca, w którym można spokojnie stanąć. Próbowałam wyglądać odważnie, ale gdy przyszło pożegnanie, najchętniej poszłabym za mamą do wyjścia. Zostałam, bo nauczycielka zapytała mnie o imię i wskazała wolną ławkę.

Usiadłam obok dziewczynki, której wcześniej nie znałam. Przez chwilę oglądałyśmy swoje piórniki, jakby właśnie od ich zawartości zależało, czy się polubimy. Zapytała, czy mam gumkę, a ja od razu wyjęłam ją z przegródki, zadowolona, że mogę się na coś przydać. Niewiele pamiętam z tego, co mówiła wtedy pani. Bardziej utkwiły mi w głowie szuranie krzeseł, obce nazwiska i ulga, kiedy okazało się, że moja sąsiadka też nie wie, dokąd trzeba pójść po dzwonku. Razem łatwiej było wyjść na korytarz i zapytać o drogę.

Dzisiaj uśmiecham się na myśl o tym, jak bardzo chciałam pierwszego dnia wszystko zrobić dobrze. Bałam się pomylić salę, odezwać w niewłaściwej chwili albo nie zrozumieć polecenia. Po powrocie do domu mama zapytała, jak było, a ja odpowiedziałam krótko: dobrze. Dopiero później zaczęłam opowiadać o dziewczynce z ławki i o pani, która zapamiętała moje imię. Kiedy teraz widzę pierwszoklasistkę poprawiającą tornister przed szkolną bramą, przypominam sobie tamto pożegnanie. Mam ochotę powiedzieć jej, że może się trochę bać — ja też się bałam, a następnego ranka najbardziej interesowało mnie już to, czy znów usiądę obok tej samej koleżanki.

Marlena Kowalczyk-Martin

Share